Dużo różnych opinii jest na jej temat...
Ale najczęściej, że to najmocniejsza bestia ze wszystkich, piszą...
Więc otworzyłem półkilową paczkę i pomny przestróg i pełen obaw, że wyskoczy ta bestia i mnie zje, ostrożnie powąchałem...
...i nic...
Więc wąchnąłem głębiej i poczułem delikatną paloną zieleninkę...
Szczerze powiedziawszy mocnej papier torby pachniał niż sama yerba...
Pomyślałem "wielkie mi halo!"
...i wsypałem do kubeczka rozsądną porcję suszu.
Szusz jest drobno pociętymi listkami, praktycznie bez żadnego pyłu.
Zalałem, poczekałem (chyba troszkę za długo) i pociągnąłem pierwszy łyk...
To co później się stało trudno opisać.
Uderzył mnie potężny cierpki smak, który zamienił się w atak goryczki...
W tym samym czasie do nozdrzy dotarło zmasowane natarcie aromatu wodorostów!!!
Tak... wodorostów... autentycznie poczułem się jak na plaży nad Morzem Czarnym wciągam do nosa zapach morskich glonów!!!
Niezły czad
Jeśli chodzi o pobudzenie, to chyba żeczywiście nie ma sobie równych...
Baluję z Krzyżem Maltańskim już czwartą godzinę i przez 7 zalań, a nadal czuję mega gorycz i cierpki smak tej Despalady z piekła rodem.
Trzeba z nią ostrożnie bo po pierwszym zalaniu troszkę za długo naciągała (zagapiłem się) i właśnie dlatego takie doznania... nawet na chwilę przysnąłem od przedawkowania kofeiny-mateiny... Serio!!!
Do tej pory królem tranowo/rybnych zapachów była yerba El Gaucho - Cejrowski, ale teraz królem jest tandem
Podsumowując:
- bardzo wyrazisty smak,
- naprawdę dla prawdziwych macho,
- jedna z najbardziej gorzkich,
- bardzo silnie pobudzająca,
JaQb dobrze ją określił: "istna kosa"
- IMHO nie jest dobra na rozpoczynanie przygody z yerba mate,
- dla mnie pozostanie w menu dla walorów stawiających wszystko na baczność a nie dla smaku...