Meszuge
Interes sprzedającego i kupującego są zawsze sprzeczne. Z natury rzeczy. Kupujący chciałby mieć towar za darmo, sprzedawca chciałby mieć pieniądze i nie tracić towaru, to oczywiste. Dlatego funkcjonuje, jako swego rodzaju kompromis, umowa pomiędzy stronami, zwana w tym przypadku umową kupna-sprzedaży.
Prawo polskie w zasadzie nie przewiduje możliwości zwracania towaru wolnego od wad, albo wymiany na inny; jest to tylko i wyłącznie dobra wola sprzedawcy. Jedynymi prawnie uregulowanymi wyjątkami są umowy z kupującymi zawierane na odległość, poza lokalem przedsiębiorstwa, czyli na przykład w sklepie internetowym, albo serwisie aukcyjnym. Na podstawie Ustawy z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz. U. nr 22, poz. 271), zarówno przy umowach zawieranych na odległość, jak i poza lokalem przedsiębiorstwa, kupujący może od nich odstąpić bez podawania przyczyn, składając stosowne oświadczenie na piśmie w ciągu dziesięciu dni od dnia otrzymania towaru.
Koszty odesłania towaru ponosi kupujący.
O takim prawie konsument powinien być poinformowany przez sprzedawcę. Jeżeli sprzedawca tego nie uczyni, konsument może odstąpić od umowy w terminie dziesięciu dni od uzyskania informacji o takim prawie, jednak w czasie nie dłuższym niż trzy miesiące od zawarcia umowy.
Tak wygląda sytuacja, gdy towar nie jest wadliwy, czyli nie chodzi o reklamację. Bo kiedy właśnie chodzi, to zastosowanie mają inne przepisy.
W przypadku reklamacji jest i łatwiej i trudniej, to zależy od określonych okoliczności. Jeżeli pralka nie pierze, a lodówka nie chłodzi, to sprawa jest prosta. Poza tym, co warto wspomnieć, za wady towaru odpowiada sprzedawca. Zawsze! I nie może być argumentem, zwykle nawet prawdziwym, o czym obie strony wiedzą, że to nie sprzedawca towar wyprodukował. To nie ma zupełnie nic do rzeczy.
Najwięcej problemów stwarzają sytuacje dotyczące niezgodności towaru z opisem. Jeżeli na okładce książki napisano, że jest ona pasjonująca, a podczas czytania okazuje się, że nie jest, czy jest to podstawą reklamacji z tytułu niezgodności towaru z opisem? Jeśli naczynie ma, zgodnie z opisem, wydzielać piękny, intensywny zapach, to co to w praktyce oznacza? Co to znaczy piękny i intensywny? Dla sprzedawcy może on sobie taki być. Dla kupującego wcale niekoniecznie.
Jeśli znów, zgodnie z opisem, pewien gatunek yerba mate ma wspomagać odchudzanie, a ja nie schudłem, to czy mogę yerbę (którą zresztą wypiłem) reklamować? A co z perfumami, które miały cudownie pachnieć i przyciągać dziewczyny ze stu metrów, a okazały się słabiutkim zapachem tandetnej, radzieckiej wody fryzjerskiej?
Stosowne instytucje (Państwowa Inspekcja Handlowa, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, sądy), które bardzo chętnie bronią praw kupujących i zwykle stają po jego stronie, w takich przypadkach aż tak się nie rwą do przyznawania racji nabywcy i bronią go najczęściej tylko w tych przypadkach, gdy nie ulega wątpliwości zła wola sprzedawcy. A z wykazaniem czegoś takiego nie jest już tak łatwo.
Co można poradzić osobom kupującym yerba mate i akcesoria w Internecie?
1. Bardzo uważnie czytać opis towaru "filtrując" wszelkie określenia subiektywne, jak na przykład piękne, śliczne, cudowne, znakomite, wyjątkowe. Nie zwracać uwagi na chwyty takie jak "seria limitowana", albo "porównywalny" - w naszym kraju one nic nie znaczą. Koncentrować się na faktach: pojemność, wymiary, waga itp.
2. Ostrożnie podchodzić do kwestii kolorów. Monitory mają różną temperaturę, są różnie kalibrowane, a to ostatecznie powoduje, że towar może mieć odcień nieco inny, niż się wydaje.
3. Ale głównie i przede wszystkim PYTAĆ. Zadawać sprzedającemu pytania o wszystko, co nie jest absolutnie jasne i jednoznaczne. Dopytywać o wszystkie te rzeczy, których nie ma w opisie przedmiotu. Także prosić o dodatkowe zdjęcia. Istotną częścią pracy sprzedawcy jest właśnie udzielanie takich informacji i nikt tu nikomu łaski nie robi. A jeśli robi, jeśli trudno uzyskać proste, jednoznaczne odpowiedzi na rozsądne pytania, to od takiego sprzedawcy lepiej trzymać się z daleka.
4. Poszukać w Internecie lub Usenecie innych użytkowników, spytać o ich doświadczenia z towarem i opinie na jego temat. To dotyczy raczej tylko sprzętu, bo trudno takie pytania zadawać o samą yerbę określonego gatunku. Bo niby co chcielibyśmy usłyszeć/przeczytać? Że smaczna? A cóż to niby znaczy?
Ostrożnie podchodzić do entuzjastycznych opinii zamieszczonych (podobno) przez klientów na stronie sprzedawcy.
5. Starać się nie przenosić na towar, jeszcze nie kupiony, swoich marzeń, pragnień, wyobrażeń i oczekiwań. Pamiętać, że w Internecie najlepiej sprzedają się... piękne zdjęcia.
Prawo polskie w zasadzie nie przewiduje możliwości zwracania towaru wolnego od wad, albo wymiany na inny; jest to tylko i wyłącznie dobra wola sprzedawcy. Jedynymi prawnie uregulowanymi wyjątkami są umowy z kupującymi zawierane na odległość, poza lokalem przedsiębiorstwa, czyli na przykład w sklepie internetowym, albo serwisie aukcyjnym. Na podstawie Ustawy z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz. U. nr 22, poz. 271), zarówno przy umowach zawieranych na odległość, jak i poza lokalem przedsiębiorstwa, kupujący może od nich odstąpić bez podawania przyczyn, składając stosowne oświadczenie na piśmie w ciągu dziesięciu dni od dnia otrzymania towaru.
Koszty odesłania towaru ponosi kupujący.
O takim prawie konsument powinien być poinformowany przez sprzedawcę. Jeżeli sprzedawca tego nie uczyni, konsument może odstąpić od umowy w terminie dziesięciu dni od uzyskania informacji o takim prawie, jednak w czasie nie dłuższym niż trzy miesiące od zawarcia umowy.
Tak wygląda sytuacja, gdy towar nie jest wadliwy, czyli nie chodzi o reklamację. Bo kiedy właśnie chodzi, to zastosowanie mają inne przepisy.
W przypadku reklamacji jest i łatwiej i trudniej, to zależy od określonych okoliczności. Jeżeli pralka nie pierze, a lodówka nie chłodzi, to sprawa jest prosta. Poza tym, co warto wspomnieć, za wady towaru odpowiada sprzedawca. Zawsze! I nie może być argumentem, zwykle nawet prawdziwym, o czym obie strony wiedzą, że to nie sprzedawca towar wyprodukował. To nie ma zupełnie nic do rzeczy.
Najwięcej problemów stwarzają sytuacje dotyczące niezgodności towaru z opisem. Jeżeli na okładce książki napisano, że jest ona pasjonująca, a podczas czytania okazuje się, że nie jest, czy jest to podstawą reklamacji z tytułu niezgodności towaru z opisem? Jeśli naczynie ma, zgodnie z opisem, wydzielać piękny, intensywny zapach, to co to w praktyce oznacza? Co to znaczy piękny i intensywny? Dla sprzedawcy może on sobie taki być. Dla kupującego wcale niekoniecznie.
Jeśli znów, zgodnie z opisem, pewien gatunek yerba mate ma wspomagać odchudzanie, a ja nie schudłem, to czy mogę yerbę (którą zresztą wypiłem) reklamować? A co z perfumami, które miały cudownie pachnieć i przyciągać dziewczyny ze stu metrów, a okazały się słabiutkim zapachem tandetnej, radzieckiej wody fryzjerskiej?
Stosowne instytucje (Państwowa Inspekcja Handlowa, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, sądy), które bardzo chętnie bronią praw kupujących i zwykle stają po jego stronie, w takich przypadkach aż tak się nie rwą do przyznawania racji nabywcy i bronią go najczęściej tylko w tych przypadkach, gdy nie ulega wątpliwości zła wola sprzedawcy. A z wykazaniem czegoś takiego nie jest już tak łatwo.
Co można poradzić osobom kupującym yerba mate i akcesoria w Internecie?
1. Bardzo uważnie czytać opis towaru "filtrując" wszelkie określenia subiektywne, jak na przykład piękne, śliczne, cudowne, znakomite, wyjątkowe. Nie zwracać uwagi na chwyty takie jak "seria limitowana", albo "porównywalny" - w naszym kraju one nic nie znaczą. Koncentrować się na faktach: pojemność, wymiary, waga itp.
2. Ostrożnie podchodzić do kwestii kolorów. Monitory mają różną temperaturę, są różnie kalibrowane, a to ostatecznie powoduje, że towar może mieć odcień nieco inny, niż się wydaje.
3. Ale głównie i przede wszystkim PYTAĆ. Zadawać sprzedającemu pytania o wszystko, co nie jest absolutnie jasne i jednoznaczne. Dopytywać o wszystkie te rzeczy, których nie ma w opisie przedmiotu. Także prosić o dodatkowe zdjęcia. Istotną częścią pracy sprzedawcy jest właśnie udzielanie takich informacji i nikt tu nikomu łaski nie robi. A jeśli robi, jeśli trudno uzyskać proste, jednoznaczne odpowiedzi na rozsądne pytania, to od takiego sprzedawcy lepiej trzymać się z daleka.
4. Poszukać w Internecie lub Usenecie innych użytkowników, spytać o ich doświadczenia z towarem i opinie na jego temat. To dotyczy raczej tylko sprzętu, bo trudno takie pytania zadawać o samą yerbę określonego gatunku. Bo niby co chcielibyśmy usłyszeć/przeczytać? Że smaczna? A cóż to niby znaczy?
Ostrożnie podchodzić do entuzjastycznych opinii zamieszczonych (podobno) przez klientów na stronie sprzedawcy.
5. Starać się nie przenosić na towar, jeszcze nie kupiony, swoich marzeń, pragnień, wyobrażeń i oczekiwań. Pamiętać, że w Internecie najlepiej sprzedają się... piękne zdjęcia.


Bardzo dobry i potrzebny post. Niestety wciąż wiele osób daje się nabrać na kolorowe opisy itp.