tabi1939 ma rację, należy temat potraktować spokojnie, bez paniki...czasami mi się wydaje, że rozmawiamy o budowie promu kosmicznego, a nie o piciu yerba mate..
Owszem pierwszy raz bywa często doznaniem wstrząsającym i może się głęboko odbić na psychice człowieka wrażliwego. Podjąć samą próbę zmierzenia się z ym - TO JUŻ NIE LADA WYCZYN. Najpierw bowiem trzeba się przebić przez natłok informacji, dezinformacji oraz różnorodnych opinii wszystkich uzależnionych od tego trunku.
Jeżeli chcemy temat zgłębić dość dokładnie, to przy odrobinie szczęścia, już po roku czasu możemy zabierać się za kupno akcesoriów i pierwszej paczki suszu. hehe
No, ale nikt nie powiedział, że teraz będzie z górki. Najgorsze przed nami - bo mimo przyswojonej wiedzy , siedzimy właśnie przed wielką, chaotyczną, zieloną breją....która MIAŁA TEORETYCZNIE PRZECIEŻ SMAKOWAĆ...
Gwarantuje, tydzień, dwa przebywania z yerbą i będziesz mógł pisać eseje i psalmy pochwalne na jej temat. Opracujesz temat samodzielnie, a opinie innych nie będą już tak istotne.
Nie demonizowałabym żadnej z marek y-m, myślę że każdy rodzaj ma swoje plusy i minusy.Dzięki gałązkom dopływ powietrza się zwiększa, mate lepiej się "zaparza", napar jest lepiej filtrowany przez bombille.
Typ Despalada - z teorii mocniejsza, bo większa zawartość związków mineralnych (garbników)w suszu (bo wiadomo znajdują się one tylko w listkach).
Po za tym, w mojej skromnej opinii,
miałkość suszu nie zależy wcale od tego czy ma on patyczki czy nie. Np. CBS'e , wszystkie jej owocowe wariacje są ELABORADA (czyli z patyczkami) , a podczas przesypywania jej z papierowego opakowania do pojemnika, można dostać pylicy płuc...
to właśnie pył jest odpowiedzialny za zapychanie się bombilli
Kiedy znajdziesz yerbę z napisem "
con bajo contenido de polvo " znaczy, że jest to właśnie bezproblemowy, bezpyłowy susz. np. "Taragui Bajo Contenido de Polvo"
No i rzecz najważniejsza, z patyczkami, czy bez, miałka , czy nie każda może ci posmakować
a NESS777 robi to tak
1)zakrywam otwór naczynia dłonią,
2)odwracam naczynie do góry dnem,
3)przechylam naczynie tak, by susz ułożył się pod kątem
na wierzch , w puste miejsce kładę bombille,
4)zalewam susz bardzo małą ilością wody ,czekam aż wsiąknie ( tak żeby powstała fajna zielona, lepka maź -o konsystencji zbliżonej do serka homo, kisielu owocowego, mułu bagiennego czy coś pomiędzy hehe)
5)wbrew zasadom FENG SHUI, przy pomocy bombilli uklepuję i formuję maź (zależnie od aktualnego humoru inspiracje są różne np.motywy ludowe,modern art etc.). Poza motywami czysto hobbystycznymi - uklepywanie i ugniatanie pozwala mi ujarzmić niesforny pył. Chociaż niektórzy uważają to za profanację (bo ściśnięty susz gorzej naciąga i ma mniej powietrza) - na CBS'e Pomelo to moja jedyna rada.
6) kładę bobbille z powrotem w puste miejsce i zalewam ,zalewam, zalewam... (no i w tym wypadku jestem wyznawcą PO BOMBILLI)...
ale PRAWDZIWYM yebopijcom takie CZARY MARY nie są potrzebne ;-)
z góry przepraszam, za przydługawą treść ...taką mam tendencje, to już genetyczne....... proszę o wyrozumiałość SPRÓBUJĘ SIĘ OGRANICZAĆ